28 cze
Jarek Rybicki

Zacznijmy od podstaw, żeby nikt w pracy nie brał Cię pod uwagę do kolejnego filmu o zombie z powodu wycieńczenia. Co to jest pot? To w 99% woda z domieszką soli mineralnych, mocznika i tłuszczów (w ilościach tak śladowych, że szybciej schudniesz od samego patrzenia na hantle). Twój organizm to genialna maszyna, która ma wbudowany klimatyzator. Kiedy temperatura Twojego ciała rośnie – podczas biegania, podnoszenia ciężarów, ale też podczas leżenia na plaży w pełnym słońcu czy siedzenia w saunie – mózg daje sygnał: „Ej, stary, zaraz się ugotujemy. Odpalaj natrysk!”. I tyle. Pocenie się to system chłodzenia, a nie proces utylizacji oponki z brzucha. Gdyby zależność „pot = spalony tłuszcz” była prawdziwa, najlepsi trenerzy personalni zamiast na siłownię, wysyłaliby swoich podopiecznych do huty szkła albo kazali im stać na przystanku w lipcu w puchowej kurtce. Czy schudłbyś od tego? Nie. Jedyne, co byś zyskał, to bilet w jedną stronę do szpitala z powodu skrajnego odwodnienia.

„Ale Jarek! Przecież wszedłem na wagę przed treningiem w bluzie, a potem po treningu i jest 1,5 kg mniej! Wagę oszukasz? Naturę oszukasz?!”. No właśnie tak, oszukasz. A raczej sam siebie oszukujesz. Te 1,5 kilograma, które zniknęło, to nie jest wytopiony smalec. To woda, którą przed chwilą wylałeś na podłogę klubu fitness. Kiedy wrócisz do domu, poczujesz pragnienie i wypijesz dużą butelkę wody oraz zjesz porządny posiłek, te kilogramy wrócą szybciej niż podatki w nowym roku. Prawdziwa redukcja tkanki tłuszczowej nie dzieje się na poziomie gruczołów potowych. Ona dzieje się w kuchni i podczas mądrego treningu, dzięki trzymaniu deficytu kalorycznego. Tłuszczu nie „wytapiasz” temperaturą – Twoje ciało musi go najpierw rozłożyć (lipoliza), a potem utlenić. I zgadnij co? Najwięcej tłuszczu… wydychasz w postaci dwutlenku węgla (CO₂) podczas oddychania, a nie wylewasz z potem.

W mojej trenerskiej praktyce stawiam na metodę kaizen – małych, mądrych kroków, które budują formę na lata, a nie na chwilę do zdjęcia. Katowanie się w grubej odzieży, żeby tylko wycisnąć z siebie siódme poty, to zaprzeczenie tej filozofii z kilku powodów:

  1. Drastyczny spadek siły: Kiedy tracisz wodę i jesteś odwodniony zaledwie o 2-3% masy ciała, Twoja wydolność i siła lecą w dół jak ceny akcji na giełdzie w kryzysie. Zamiast zrobić porządny trening siłowy z bezbłędną techniką, który podkręci Twój metabolizm na kolejne 24 godziny, będziesz słaby, zwiotczały i bez energii.

  2. Ryzyko kontuzji: Odwodnione mięśnie i powięzi są mniej elastyczne. Łatwiej o naciągnięcie, naderwanie czy błąd techniczny. A kontuzja to najkrótsza droga do tego, żeby odpuścić treningi na kilka miesięcy.

  3. Mylne poczucie sukcesu: Ludzie, którzy potwornie się zmęczą i spocą, często podświadomie dają sobie „dyspensę” w kuchni. Myślą: „Skoro tak ciężko harowałem i wyżąłem koszulkę, to ta pizza i piwko mi się należą”. W efekcie zjadają więcej, niż spalili, i waga zamiast spadać – rośnie.

Ubiór na siłownię ma być przewiewny i lekki. Masz się skupić na progresji ciężaru, na tym, żeby z tygodnia na tydzień mieć więcej siły, a nie na tym, jak przetrwać saunę, którą sam sobie fundujesz. To, że Twój kumpel z maty obok poci się jak mysz, a Ty ledwo masz wilgotne czoło, nie oznacza, że jego trening jest lepszy. Może po prostu on ma inną gospodarkę termiczną, wypił przed chwilą mocną kawę albo ma gorszą kondycję i jego serce bije jak szalone.